top of page

Uroczyste Polowanie Hubertowskie KŁ "Jarząbek" w Ostrowcu Św. - 3 listopada 2024

4 lis 2024

3 listopada to dzień, w którym Myśliwi i Leśnicy celebrują święto swojego patrona - świętego Huberta. Obchody i chęć uczczenia pamięci tak ważnej dla łowiectwa Postaci, jaką był św. Hubert, nie mogłyby zostać świętowane lepiej jak w lesie, podczas uroczystego polowania!


ree

Hubertusy, hubertowiny czy polowania hubertowskie - to nazwy określające jedno polowanie, organizowane przez polskich Myśliwych od lat. Jak nakazuje tradycja, jest to polowanie uroczyste, o podniosłym charakterze i w dobrym guście jest uszanowanie całego łowieckiego ceremoniału przy okazji organizacji tej uroczystości.

Nie inaczej odbyło się 3 listopada 2024 roku w obwodzie 40, dzierżawionym przez Koło Łowieckie nr. 1 “Jarząbek” w Ostrowcu Świętokrzyskim. 


Czerwono złote oblicze ostrowieckich łowisk, powitało zebranych Myśliwych przy kapliczce św. Huberta, ufundowanej przez Myśliwych KŁ “Jarząbek” z okazji 70 lecia Koła. Pierwsze przymrozki tego roku nie wystraszyły myśliwskiej braci, która  przy wspomnianej kapliczce zebrała się w liczbie bliskiej 60 strzelb! 


Kilka minut po godzinie 7:00, ostrowiecka Knieja rozbrzmiała sygnałem myśliwskiej zbiórki, a przybyli Myśliwi, ustawili się frontem do kapliczki św. Huberta i prowadzących polowanie. 


Podobnie jak rok temu, prowadzący polowanie koledzy; prezes Dariusz Kutera oraz honorowy prezes Tomasz Marcinowski, przywitali zebranych Diany i Myśliwych a sygnał myśliwskiego powitania kolejny raz zaczarował łowisko, które czekało na rozpoczęcie się łowów. 


Prowadzący omówili plan polowania hubertowskiego, który w tym roku zakładał upolowanie jeleni byków, łań i cieląt, dzików, saren kóz i koźląt oraz lisów. Tradycją w naszym Kole jest wspomnienie historii św. Huberta. Pogawędkę o naszym Patronie wygłosił Kolega Tomasz Marcinowski.


Z uwagi na dużą liczbę Myśliwych, prowadzący nakazał odliczenie do dwóch, po czym numery parzyste dołączyć miały do grup - jedynki - do Kolegi Tomasza Marcinowskiego, dwójki - do kolegi Dariusza Kutery. Opolowywany teren, tak jak Myśliwska Brać zebrana na tym polowaniu, również został podzielony. Jedna grupa miała polować w rewirach leśnictwa Janik i Sadłowizna, druga miała polować na terenach leśnictwa Połągiew. 


Po podzieleniu grup, jeszcze raz zorganizowano zbiórkę, tym razem z właściwymi prowadzącymi dla każdej. Koledzy omówili warunki bezpieczeństwa, niezmiennie najważniejszy punkt każdego polowania zbiorowego i rozlosowali kartki stanowiskowe, które określać miały miejsca polowania, każdemu myśliwemu, a zarazem były jakby biletem do nieodkrytej, tajemniczej przygody, która w podświadomości każdego Myśliwego czytającego swoją kartkę, zadawała pytanie “czy dzisiaj Bór mi darzy łowieckim szczęściem?”


Po dopięciu wszystkich formalnych i organizacyjnych kwestii, razem z apelem na łowy, myśliwi rozeszli się w Knieje, by rzucając rękawicę jeszcze cichym i spokojnym leśnym ostępom próbować szczęścia i zapisać kolejną kartę na łamach swych łowieckich historii. 


W myśl zasady - jest czas żeby polować, jest też czas by dekorować - organizatorzy polowania powołali komisję do liczenia strzałów, która miała wyłonić dzisiejszego bohatera polowania. 


Rozpoczęły się pierwsze pędzenia, czyli jak to się zwykło mówić - ogary poszły w las. W obydwu grupach słychać było pojedyńcze strzały. W grupie pierwszej widziano jelenie, sarny oraz lisa, w drugiej tylko jelenie. Pierwszy miot bez efektów. 


Polowaliśmy dalej, szybko zmieniliśmy miejsce pędzenia, jednak i tym razem nie dane było nam nic upolować. 


Jak się później okazało, kolejne pędzenia w grupie pierwszej prowadzonej przez Kolegę Tomasza Marcinowskiego, miały wyglądać podobnie. To co w naszej grupie najczęściej dane nam było słyszeć to szum suchych liści, usłanych jak złocisty dywan na drogach naszego przemarszu, oraz szepty listopadowego wiatru, który mimo, że chłodny, czasami musiał ustąpić ciepłym promieniom słońca, przedostającym się między drzewami. 


Polując w okolicach Grabówki, dane nam było mijać rowerzystów, gdzieniegdzie na leśnej ściółce dało się widzieć ludzkie tropy - zapewne grzybiarzy, którzy w tym roku mogli czerpać z tych leśnych darów garściami - a okres naszego polowania zbiorowego, zbiegł się z dużym wysypem opieńków na lesie. Czy to było powodem braku zwierza? Tego nikt nie wie, jednak w ostatnim - czwartym pędzeniu, doświadczyliśmy śmiesznej sytuacji, bowiem kiedy myśliwi weszli w oddział leśny, rozstawiając się na flankach i linii, wataha dzików jakby czując niebezpieczeństwo, w liczbie około trzydziestu sztuk, wyszła na Grabówkę dosłownie mijająć się z nami i pokazała się Koledze, który zmęczony długim marszem, zdecydował się odpuścić pędzenie i został w samochodzie na wspomnianej wcześniej drodze. Z jego relacji pamiętam tyle, że “na drodze było czarno od dzików, najmniej 30 sztuk”. Rzeczywiście, lewa flanka tego pędzenia napotkała spore buchtowiska na śródleśnych polanach przy młodnikach, co mogło być sprawką tamtejszej watahy. 


Z lekką zazdrością słuchaliśmy zmagań grupy prowadzonej przez Kolegę Darka Kuterę. Tam bowiem kanonada trwała w najlepsze.


O godzinie 13:00 planowaliśmy zakończyć polowanie i przygotowywać się do myśliwskiej biesiady w naszej Łowieckiej Ostoi “Wacówce”. Grupa nr 2 jednak cały czas polowała, a strzały ciągle padały. Jedni przez drugich rozmyślaliśmy cóż tam się może dziać, jednak efekt polowania mieliśmy zobaczyć za moment.


Nie dalej niż około godziny 14:00 pierwsi spóźnialscy z grupy drugiej zaczęli powolnym marszem dochodzić do naszego myśliwskiego domku. Na przygotowanym wcześniej igliwiu ułożono upolowanego tego dnia dzika. Mnogość strzałów, spowodowały chmary jeleni, które pokazały się polującej grupie na Połągwi, jak się później okazało, efektem tych salw była również łania, która mimo, że śmiertelnie ranna, zdołała daleko odejść od miejsca zestrzału i potrzebna tam była pomoc tropiącego psa. Z tego miejsca dziękujemy Kolegom, którzy poświęcili trochę więcej czasu i dotarli do nas później, już z łanią.


Gdy wszyscy zebraliśmy się przy “Wacówce”, ustawiliśmy się przed pokotem. Oddając hołd upolowanemu dzikowi. Polowania Hubertowskie to okazja do odebrania myśliwskiego ślubowania od nowo przyjętych kolegów, dlatego korzystając z tego wyjątkowego polowania, ślubowanie przed całą Myśliwską Bracią złożyli Koledzy: Łukasz Tracz i Sławomir Zbytniewski. Tradycyjnie w Kole Łowieckim “Jarząbek”, tego dnia Myśliwi oddają honorową salwę dla św. Huberta, która jest wyrazem szacunku dla naszego Patrona oraz wyrazem szacunku i wspomnieniem poświęconym dla Kolegów, którzy polują już z naszym Patronem.


Oczywiście, jak głosi wcześniej wspomniana zasada - jest czas by polować, jest czas by udekorować - udekorowano medalami pamiątkowymi: króla polowania, którym okazał się - Dariusz Kutera, wicekróla - Marka Kuzkę i króla pudlarzy, którą okazała się Ania Sałaga. 

Ostateczny efekt polowania to: jeleń łania, dzik. Bohaterowie dzisiejszych łowów zostali ograni, zgodnie z hierarchią - na myśliwskich sygnałówkach, sygnałem Król Polowania, oraz na ustnikach - Król Pudlarzy. Taki to śmieszny akcent na sam koniec naszych zmagań. 


Prowadzący podziękowali Myśliwym za miłe i bezpieczne polowanie, kończąc tym samym oficjalne polowanie hubertowskie Koła Łowieckiego nr 1 “Jarząbek”, roku pańskiego 2024-go. 


Po krótkiej przerwie organizacyjnej rozpoczęliśmy myśliwską biesiadę, która minęła w miłej koleżeńskiej atmosferze i jak każda w ostrowieckim “Jarząbku”, była okazją do myśliwskiej gawędy i opowiadań. 


Życząc sobie i Wam, chciałbym byśmy się spotkali w nie mniejszym gronie, w zdrowiu i pełni pasji jak dzisiaj, w roku 2025! 


Dziękujemy wszystkim przybyłym Gościom, Pomocnikom, Podkładaczom i Stażystom za wspaniały wkład w nasze polowanie.


Darz Bór!



©2021 by Koło Łowieckie nr 1 "Jarząbek" w Ostrowcu Świętokrzyskim. Stworzone przy pomocy Wix.com

bottom of page